9 lipca 2017

Wykończyłam... czyli projekt denko #2


Dawno mnie tu nie było... mam nadzieję że ta druga połowa roku będzie lepsza pod tym względem... Ale nie o tym :)
Przychodzę dzisiaj do Was z kolejnym projektem denkiem. Trochę się tego znowu uzbierało więc zaczynam. 



Kosmetyki do włosów zużywam dość szybko z  racji tego że sięgają mi one do pasa :) Szczególnie szybko kończą mi się szampony i zwykłe odżywki. Ostatnie które wykończyła to szampon z Baikal i Babuszki Agafii. Dla mnie szampony powinny dobrze umyć włosy i przygotować je na maskę czy odżywkę. Te właśnie takie były. Nie podrażniały też skóry głowy i nie powodowały łupieżu.  Czy wrócę do nich ponownie - nie wiem. Jeśli wpadną znowu w moje ręce i nie będę miała żadnych innych to pewnie tak. Ale jak wspomniałam wcześniej nie przywiązuje do nich szczególnej wagi. 

Maska biovax intensywnie regenerująca do włosów ciemnych. Kompletnie u mnie się nie sprawdziła. włosy były po niej bez życia, bez blasku, nie chciały się układać, wyglądały jak by były nieumyte. Nie kupię więcej żadnej maski z Biovaxu. To nie była moja pierwsza ale ostatnia już na pewno. Zużyłam ją nakładając na włosy razem z olejem przed myciem włosów. To samo mogę powiedzieć o tej bananowej masce z Kallosa. Nie sprawdziła się u mnie zupełnie. Zużyłam ją tak w taki sam sposób jak tą z Biovaxu.



Czarne syberyjskie mydło Agafii - używałam tego mydła do mycia ciała ale też i włosów. Na moją skórę miało działanie  wysuszające ale do mycia włosów sprawdziło się idealnie. Nie jest to najbardziej wydajny produkt ale warto wypróbować. Uważam je lepsze niż jeden szampon. Gdy będę miała okazje to kupie je ponownie. 

Żel pod prysznic Dove o zapachu granatu i werbeny cytrynowej. Kosmetyk o kremowej konsystencji i dość słodkim zapachu. Używałam go jak jeszcze było chłodniej więc zapach nie męczył. Dobrze mył ale też wysuszał moją skórę dlatego nie kupię go ponownie. Też wybieram kosmetyki o bardziej naturalnych składach, ten dostałam jakiś czas temu w prezencie wiec zużyłam.
Babydream żel do mycia dla niemowląt 500 ml.  Jest to delikatny żel do mycia ciała i włosów o dobrym składzie, nie wysusza mojej skóry, zapach jest bardzo delikatny ale pod koniec czasem mnie trochę już męczy. Jednak lubię ten żel za skład, cenę, pojemność, w użyciu mam kolejne opakowanie które na pewno nie będzie ostatnie. Do mycia włosów u mnie się zupełnie nie sprawdził. 



Kolejny produkt do mycia to kolonialna pianka z Organique. Zapach ma obłędny, taki męski :) i to tyle z plusów tego produktu. Wysuszał mi skórę, skład dość kiepski, cena wysoka. Również dostałam ją w prezencie. Raczej nie skuszę się na nią ponownie.

Kolejnym kosmetykiem jest różany  peeling cukrowy z nasionami malin i olejkiem arganowym Nacomi. Bardzo fajny peeling o dobrym, naturalnym składzie. Co mogę powiedzieć - robi co ma robić i tyle :) Czasem nawet po tym peelingu odpuszczałam sobie już balsamowanie.   Myślę że osoby z bardzo delikatna skóra powinny uważać bo drobinki choć niepozorne są konkretne. Na pewno kupię kolejne opakowania tylko o innych wersjach zapachowych. Cena nie jest najniższa ale za ten skład i działanie warto.  
Odżywka do włosów John Frieda brilliant brunette. Była to mała próbka kupiona na jakiś wyjazd. Na moich długich, średnioporowatych włosach sprawdziła się dobrze. Pięknie je wygładzała i nadawała im blask, włosy były sypkie i zdyscyplinowane. Dla mnie minusem jest jej skład ale może za jakiś czas przymknę na to oko i kupię ja ponownie :) Minusem tez może być cena. Pełnowymiarowe opakowania nie należą do najtańszych. 

Oliwka do ciała Hipp. Mój ogromny ulubieniec z tej kategorii kosmetyków. Uwielbiam za wszystko przede wszystkim za działanie ale również za zapach, za to że jak na oliwkę dość szybko się wchłania, skład cena. Przy najbliższej wizycie w Pl kupuje kolejne opakowanie. Jeśli boicie się oliwek do ciała to spróbujcie tej, nie będziecie zawiedzione :)

Krem do twarzy na dzień i na noc  z Orientany Ashwagandha i żeń - szeń indyjski. Ten krem jeśli dobrze pamiętam był w jednym z pudełek naturalnie z pudełka które zamawiam prawie co miesiąc. Zawsze znajdę tam coś dobrego :) Ale wracając do kremu...Przed jego pierwszym użyciem nie wiedziałam zupełnie czego mam się spodziewać, ponieważ wiedziałam o nim tylko tyle że skład ma naturalny i dobry. Nie mając nic innego zaczęłam go używać i nie żałowałam. Świetny, treściwy, odżywczy krem idealny na jesień i zimę. Używałam go pod minerały. Jeśli nie znajdę nic innego to na jesień sięgnę po kolejne opakowanie .

Kolejny zużyty produkt to złuszczająca maska do stóp lub jak kto woli złuszczające skarpetki :) Kupione pod wpływem chwili na lotnisku w Warszawie. Zrobiły swoją robotę. Chciałam kupić kolejne opakowanie gdy byłam na lotnisku ale już ich nie było. 
Himalajska sól do kąpieli Westlab. Te sole kupuję w tkmaxxie. Zawsze gdy planuje wziąć dłuższą kąpiel lub jestem po treningu i czuję się wyjątkowo zmęczona dodaje ją do wody. Zawsze mam je w swojej łazience.



To już ostanie zużyte produkty do opisania :) Pasta do zębów z Ziaji mintpefekt szałwia. Dla mnie bubel. Chwilę po umyciu zębów miałam wrażenie że zostały umyte nie kilka minut temu a wczoraj. 

Rozszerzająca się nić dentystyczna Jordan expanding. Bardzo dobra nić. Polecam ją serdecznie. Robi co ma robić jednocześnie jest delikatna i nie rani dziąseł które mam wyjątkowo wrażliwe. W użyciu mam kolejne opakowanie.
Trzy ostatnie produkty to jak widzicie produkty od ust. Sylveco odżywcza pomadka z peelingiem jest moim wielkim ulubieńcem, to zużyte opakowanie jest moim drugim a w użyciu jest już trzecie. Świetnie peelinguje usta przy okazji dając przyjemnie uczucie ich odprężenia, nawilża, ładnie pachnie, skład bardzo dobry, cena też, nic tylko kupować i używać. 

Balsam do ust Tisane podobnie jak pomadka z Sylveco, sprawdza się świetnie, zawsze mam ją w torebce. Nawet nie wiem które to już wykończona sztuka a używam kolejnego. Minusem może być to że jak jest bardzo ciepło to ona się robi dość miękka i musimy uważać żeby przy aplikacji jej nie złamać. Dla mnie osobiście to nie przeszkadza, po prostu pamiętam żeby jej wtedy za wiele nie wysuwać. Wersję w słoiczku też mam i polecam.

Trzeci i ostatni już produkt do ust to jajeczko eos o zapachu summer fruit. Ten produkt jest dla mnie idealny do stosowania w ciągu dnia gdy nie mam nadmiernie przesuszonych ust. Wtedy mam je odpowiednie nawilżone i nie mam uczucia ściągnięcia. Jest to produkt o naturalnym składzie jednak cena jak za produkt do ust nie jest mała. To jest moje druga lub trzecia zużyta sztuka - nie pamiętam. W torebce mam kolejne opakowanie. Wszystkie te produkty są bardzo dobre i póki co nie potrafię z żadnego z nich zrezygnować bo każdy ma swoje zadania. Sylveco używam gdy moje usta potrzebują masażu i odżywienia. Balsamu z tisane gdy usta są narażone na zimno, wiatr a jajeczka eos używam jako codziennej, niewymagającej pielęgnacji. 
To tyle na dzisiaj. Do usłyszenia w następnym poście ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz