20 stycznia 2017

I znowu nie zdążyłam...


Ten post jest z serii tych dojrzewających, który swoje musi przeczekać, odleżeć... Zaczęłam go pisać już w grudniu wiec stąd jego początek, jednak ściśle wiąże się z Nowym Rokiem, ze styczniem , z podsumowaniami, nowymi postanowieniami oraz planowaniem...

Grudzień jest miesiącem bardzo przyjemnym i przez wielu z Was na pewno wyczekiwanym. Długie wieczory, ciepły koc, skarpetki, coś gorącego do picia, książka, film... Kto tego nie lubi :) 
Ale to również miesiąc w którym robimy wszelakie podsumowania z całego roku... Finansowe typu wpływy, wydatki, ale również rozliczenia z Naszych skrzętnie robionych list, planów, zamierzeń, postanowień, które były robione pod koniec zeszłego roku. Dotyczą one dosłownie wszystkiego...  lista książek do przeczytania, filmów do obejrzenia, języków do nauczenia, kursów do zrobienia, miejsc do odwiedzenia, nowy jadłospis, plan treningów rozpisany na cały rok i wiele wiele innych spraw i postanowień.
Odgrzebujemy te stosy zapisanych karteczek czy całych stron w jakimś kalendarzu, weryfikujemy co udało Nam się zrobić, czego nie, co przenieść na przyszły rok, a co wykreślić i nigdy do tego już nie wracać...

Ten czas to tez podsumowanie Nas samych... Naszych relacji z innymi, Naszych przyjaźni czy innych znajomości, co przetrwało a co niestety bądź stety gdzieś się rozwiało.To jest chyba trudniejsze do przeanalizowania, bo oprócz wyliczania Naszych sukcesów gdzieś po drodze zdarzały się pewnie i porażki a do tego zawsze najciężej jest się przyznać i się z tym pogodzić.

Czasem też te 12 miesięcy upłynie Nam od tak po prostu, zwyczajnie, nie dzieje się zupełnie nic... praca dom, praca dom i tak 365 dni w roku bez żadnych rewelacji. Z jednej strony ma to swoje plusy - stabilizacja, bezpieczeństwo, komfort. A z drugiej myśl że stoimy w miejscu, nie rozwijamy się, może działać przygnębiająco. Wtedy warto pomyśleć co możemy zrobić aby przyszły rok był lepszy, owocniejszy. Zmiana pracy na lepszą? Jeszcze żeby to było takie proste, nie? :) Ale może warto pomyśleć o jakiś kursach, szkoleniach, to zawsze krok w przód. Może zacząć chodzić na siłownię lub ćwiczyć w domu? Zdrowiej odżywiać? Więcej czytać? A może zacząć krok po kroku budować, wzmacniać Naszą odwagę,
pewność siebie jeśli Nam tego brakuje? Siłownia czy ogólnie ćwiczenia, bieganie jest dobrym początkiem do tego, wiem co piszę, sama to przerabiałam :) To tylko niektóre ale chyba i jedne z najczęstszych postanowień noworocznych i w ogóle postanowień :)  

Każdy znajduje się na innym etapie życie, jest w różnym wieku, w różnych sytuacjach i to dużej mierze od tego zależy kto jakie ma postanowienia. Jednak mimo wszystko chyba najczęściej słyszane to: chce schudnąć, chce mieć więcej wolnego czasu dla sienie, chce więcej czytać, zdrowiej się odżywiać, zacząć chodzić na siłownię... Przy tym mieć jeszcze sporo wolnego czasu dla siebie :)  achhh tez bym to wszystko chciała :) 




Jednak ja nie należę do osób które już od początku grudnia tworzą nowe listy z postanowieniami żeby wraz z nadejściem Nowego Roku wszystko przewrócić do góry nogami.Zawsze mam w głowie kilka rzeczy które chciałabym zmienić, poprawić, ulepszyć, ale już nie zapisuję tego... zrobiłam to raz... Włożyłam tą listę długą na 3 strony do kalendarza. Pod koniec roku robiąc porządki znalazłam to i się załamałam. Nie byłam w stanie wykreślić z tej listy nawet jednego punktu. Pominę fakt że to co tam było w 90 % było niewykonalne na tamten czas. Od tamtej pory przestałam to robić, chociaż zawsze się do tego przymierzałam. 

W tym roku jest dokładnie to samo, a może jednak i nie?... Jestem bogatsza o wiele doświadczeń, których nie miałam kilka lat wstecz. Moja lista będzie krótka i będzie zawierać bardziej ogólniki niżeli szczegółowo rozpisane punkty, tak żeby pod koniec następnego roku znowu nie było rozczarowania. Będą tam rzeczy o których myślałam już dawno, do niektórych robiłam nieśmiałe podchody a w efekcie i tak odkładam na jutro, na za tydzień, na za miesiąc, na przyszły rok... Jednak męczą mnie już te wszystkie niedokończone sprawy, które się gdzieś cały czas za mną ciągną i piętrzą oraz to, że tyle pomysłów, planów, zamierzeń pozostaje wciąż nietknięta i może tak dalej pozostać jeśli się za to w końcu nie zabiorę.  Np ten blog odkładałam w czasie cały okrągły rok, pierwsze przymiarki robiłam dokładnie 12 miesięcy temu...

Mam nadzieję że przyszły rok będzie dla mnie rokiem dokończenia wszystkiego co zaczęłam na wszystkich płaszczyznach, pozamykania wszystkich starych spraw żeby w końcu pójść do przodu... Uporządkowania swojego najbliższego otoczenia, zrobienia generalnych porządków wszędzie...w głowie, w szafie, w komputerze, w zdjęciach... wszędzie. Oraz rokiem w którym zacznę plany i projekty które odkładałam w czasie już od dawna, niektóre nawet kilka lat. To wszystko będzie tak kawałek po kawałku, świadomie, bez pospiechu. mam w końcu na to znowu cały rok :) 

Jak Wy radzicie sobie z końcem roku i początkiem nowego? Macie wszystko już zaplanowane, czy na bieżąco robicie plany na dany dzień, tydzień czy miesiąc? Macie jakieś sprawdzone sposoby? Piszcie w komentarzach jak to jest u Was i jakie narzędzia do planowania sprawdzają się u Was najlepiej :)
 
W tym poście to już wszystko. Ale niedługo pojawi się kolejny na temat świadomego planowania i jak to robić żeby w tym wszystkim nie zwariować i się nie pogubić :)



 

3 stycznia 2017

Wykończyłam... Czyli projekt denko #1



Dziś przychodzę do Was z postem o kosmetykach które zużyłam  w ostatnich tygodniach. Puste opakowania wysypują się już z koszyka więc to znak że czas napisać o nich kilka słów. No to zaczynamy :)


Udało mi się zużyć dwa kemy do twarzy i krem pod oczy. Lekki krem brzozowy jest przyjemnym codziennym kremem do stosowania rano. Daje uczucie lekkiego, przyjemnego nawilżenia. Można go nakładać również pod makijaż - szybko się wchłania a kosmetyki kolorowe trzymają się na nim dobrze, nic się nie waży, nie roluje i ta cała reszta :) Jednak na okres późnej jesieni i zimy może być za lekki, przez resztę miesięcy sprawdza się świetnie. Dodam jeszcze że jest to krem hypoalergiczny o bardzo przyjemnych składzie i że to moje drugie zużyte opakowanie.  

Kolejny krem to Effaclar Duo plus z LaRoche-Posay. Bardzo dobry krem na momenty  gdy nasza skóra ma gorszy czas i chwilowo wariuje. Niweluje zaczerwienienia, wypryski szybciej się goja, skóra staje się wygładzona. Zwykle stosowałam go na noc dla ukojenia cery po całym dniu, czasem zdarzało mi się go nakładać rano pod makijaż, też dawał radę :)

Łagodzący krem pod oczy z Sylveco. Hypoalergiczny lekki krem  który z założenia producenta miał nawilżać, koić, usuwać objawy zmęczenia, niwelować zaczerwienia, opóźniać oznaki starzenia. Ja jednak nie zauważyłam żeby jakoś znacząco wpływał na stan mojej skóry pod oczami. Jego pojemność to aż 30 ml. Moim zdaniem jak na krem pod oczy to trochę dużo. Plus na pewno za opakowanie tak samo jak w przypadku wyżej opisanego kremu do twarzy.





Kolejny produkt marki Sylveco, rumiankowy żel do twarzy, bardzo przyjemny, łagodny żel do stosowania jak dla mnie na rano do zmycia kosmetyków które nałożyłam na noc. Z wieczornym oczyszczaniem u mnie nie daje rady ale na rano jak najbardziej.

Kolejny produkt do mycia twarzy to żel z peelingiem do skóry nomarlnej, tłustej i mieszanej liście manuka,  oczyszczający pory do stosowania rano i wieczorem z Ziaji. Tego produktu używałam właśnie wieczorem. Nie jest to produkt bardzo oczyszczający ale do codziennej pielęgnacji się sprawdził.



Następne produkty to maseczki z Lush. Pierwsza z nich to Dark Angels. Jest to oczyszczająca pasta do cery tłustej, niezły zdzierak. W swoim działaniu jest naprawdę dobra, jednak dla mojej cery jest zbyt agresywna, za mocna.

Druga to Cupcake. Bardzo przyjemna, nawilżająca maseczka o zapachu czekolady. Uwierzcie mi, ten zapach jest tak obłędny że ma się ochotę od razu zlizać ją z buzi :) polecam. 

Zużyłam również kwas azelainowy. Używałam go razem z glukonolaktonem w formie maseczki do twarzy. Jest to produkt z którym można zacząć swoją przygodę z kwasami. Używając go zgodnie z zaleceniami raczej krzywdy sobie nim nie zrobicie. Na mojej buzi może rewolucji nie zrobił ale po jego używaniu moja cera była rozjaśniona, przyjemnie wygładzona i miękka w dotyku. Jako uzupełnienie stosowałam i nadal stosuje maść z tym kwasem, która pojawi się pewnie w kolejnym denku. 


 
Kolejny zużyty produkt to antycellulitowy grejpfrutowy peeling do ciała z Lirene. Przy zakupie tego kosmetyku nie kierowałam się na pewno tym, że jest antycellulitowy :) Już dawno przestałam zwracać uwagę na takie określenia na opakowaniach, tym bardziej nie sugeruje się nimi przy kupnie :) Kupiłam go pod wpływem chwili na lotnisku czekając na lot. Brakowało mi w łazience takiego gotowego peelingu, jak się sprawdził... ot taki zwyklaczek, umył, zdarł co miał zedrzeć, ładnie pachniał i to tyle. Jestem wierna peelingom kawowym, ale raz na jakiś czas chce mi się spróbować czegoś innego, gotowego o innym zapachu jak właśnie kawa :)

Kolejny kosmetyk to serum modelujące do biustu. I znowu krótki komentarz, nie wierze w żadne takiego typu właściwości :) To był zakup poczyniony również z czystej ciekawości niżeli z potrzeby. Bardzo długo go zużywałam i na pewno nie kupię już więcej nic z takiego typu produktów do ciała. Ładnie pachniał, dawał uczucie nawilżonej skóry i to tyle.



Udało mi się wykończyć dwa szampony do włosów. Pierwszy z nich jest z Alterry, który ma nadawać włosom połysk, a drugi... no właśnie, nie mam pojęcia co to za szampon... dostałam go od mojej fryzjerki i wiem o nim tylko tyle że jest to włoska linia profesjonalnych kosmetyków. Jest to szampon odświeżający, nadający przyjemny chwilowy chłód skórze głowy. Dla mnie szampon ma dobrze oczyścić skórę głowy (ale jej nie podrażnić) oraz włosy, niczego więcej od nich nie oczekuje, oba się sprawdziły.  
Czas na dwie maski do włosów. Maska z Biovaxu - intensywnie regenerująca do włosów suchych i zniszczonych zupełnie u mnie się nie sprawdziła, włosy były po niej suche, bez życia, takie siano.

Maska bananowa z Kallosa już dużo lepiej radziła sobie z moimi włosami. Były po niej dociążone, nawilżone, lśniące. Czy polecam? Myślę, że warto kupić to małe opakowanie i spróbować. Dodam że moje włosy sięgają pasa, mają średnią porowatość (tak mi się przynajmniej wydaje :D) są bardzo ciemne i nigdy nie były niczym farbowane, poza kilkoma refleksami pod spodem włosów żeby sprawdzić jak moje włosy będą się zachowywać pod wpływem farby. 



Udało mi się również zdenkować dwa kremy do rąk. Staram się je używać jak najczęściej ale nie zawsze mi się to udaje. Czasami są takie dni, że sięgnę po nie tylko wieczorem przed spaniem. Ten pierwszy został kupiony kilka miesięcy temu w superdrugu. Jest bardzo lekki, szybko się wchłania, nie nadaje się na chłodniejsze dni. U osób które mają suche dłonie się nie sprawdzi. Podobnie jak ten osławiony Eos. Jest to kolejny kolejny krem o lekkiej formule, którego już po kilku minutach nie czujemy, no może tylko jego zapach, to chyba jedyny jego plus. Z tego co wiem inne wersje zapachowe nie różnią się od tej różowej. Cena w ogóle nie jest adekwatna do jakości. 



Zużyłam  również sól do kąpieli z Isany o zapachu ziół alpejskich. Bardzo przyjemny umilacz kąpieli, ładnie pachnie, jest przyjemna dla skóry, woda zmienia kolor na zielony :) Polecam  :)
 
Woda toaletowa Davidoff Cool Water.  Jest to bardzo fajny, świeży, kwiatowy zapach. Na mojej skórze utrzymywał się bardzo długo, na ubraniach jeszcze dłużej. Nie był dla mnie męczący czy duszący. Nie jest to moje pierwsze opakowanie i na pewno nie ostatnie :)



 
Kolejni zdenkowani to korektory marki Catrice - Liquid Camouflage High Coverage w kolorze 010 Porcellain i 020 Light Beige. Dają one średnie krycie, ale są dość trwałe,  na mojej skórze utrzymywały się w dobrym stanie do ok 7 godzin. Niestety nie nadają się w okolicę pod oczami. Wysuszają ją i podkreślają zmarszczki. Jednak kupiłam kolejne opakowanie , bo nie mogę znaleźć nic innego, lepszego, co by odpowiadało mojej skórze. Marka wprowadziła trzeci odcień tego produktu - 005 Lihgt Natural. 



Ufff, to już chyba wszystko. Trochę się tego nazbierało ale doszłam do wniosku że nie ma sensu tego dzielić na dwa posty. Obiecuję że następne denka będą krótsze, co też pozwoli mi na dokładniejsze opisane zużytych produktów. Myślę też że wraz z kolejnymi takiego typu postami nabiorę więcej wprawy w opisywaniu tych wszystkich kosmetyków ;) 

Miałyście coś z tych kosmetyków, lubicie je czy może wręcz przeciwnie? Jestem ciekawa Waszych opinii więc piszcie :) 
Do usłyszenia  :)