Dziś przychodzę do Was z postem o kosmetykach które zużyłam w ostatnich tygodniach. Puste opakowania wysypują się już z koszyka więc to znak że czas napisać o nich kilka słów. No to zaczynamy :)
Udało mi się zużyć dwa kemy do twarzy i krem pod oczy. Lekki krem brzozowy jest przyjemnym codziennym kremem do stosowania rano. Daje uczucie lekkiego, przyjemnego nawilżenia. Można go nakładać również pod makijaż - szybko się wchłania a kosmetyki kolorowe trzymają się na nim dobrze, nic się nie waży, nie roluje i ta cała reszta :) Jednak na okres późnej jesieni i zimy może być za lekki, przez resztę miesięcy sprawdza się świetnie. Dodam jeszcze że jest to krem hypoalergiczny o bardzo przyjemnych składzie i że to moje drugie zużyte opakowanie.
Kolejny krem to Effaclar Duo plus z LaRoche-Posay. Bardzo dobry krem na momenty gdy nasza skóra ma gorszy czas i chwilowo wariuje. Niweluje zaczerwienienia, wypryski szybciej się goja, skóra staje się wygładzona. Zwykle stosowałam go na noc dla ukojenia cery po całym dniu, czasem zdarzało mi się go nakładać rano pod makijaż, też dawał radę :)
Łagodzący krem pod oczy z Sylveco. Hypoalergiczny lekki krem który z założenia producenta miał nawilżać, koić, usuwać objawy zmęczenia, niwelować zaczerwienia, opóźniać oznaki starzenia. Ja jednak nie zauważyłam żeby jakoś znacząco wpływał na stan mojej skóry pod oczami. Jego pojemność to aż 30 ml. Moim zdaniem jak na krem pod oczy to trochę dużo. Plus na pewno za opakowanie tak samo jak w przypadku wyżej opisanego kremu do twarzy.
Kolejny produkt marki Sylveco, rumiankowy żel do twarzy, bardzo przyjemny, łagodny żel do stosowania jak dla mnie na rano do zmycia kosmetyków które nałożyłam na noc. Z wieczornym oczyszczaniem u mnie nie daje rady ale na rano jak najbardziej.
Kolejny produkt do mycia twarzy to żel z peelingiem do skóry nomarlnej, tłustej i mieszanej liście manuka, oczyszczający pory do stosowania rano i wieczorem z Ziaji. Tego produktu używałam właśnie wieczorem. Nie jest to produkt bardzo oczyszczający ale do codziennej pielęgnacji się sprawdził.
Następne produkty to maseczki z Lush. Pierwsza z nich to Dark Angels. Jest to oczyszczająca pasta do cery tłustej, niezły zdzierak. W swoim działaniu jest naprawdę dobra, jednak dla mojej cery jest zbyt agresywna, za mocna.
Druga to Cupcake. Bardzo przyjemna, nawilżająca maseczka o zapachu czekolady. Uwierzcie mi, ten zapach jest tak obłędny że ma się ochotę od razu zlizać ją z buzi :) polecam.
Zużyłam również kwas azelainowy. Używałam go razem z glukonolaktonem w formie maseczki do twarzy. Jest to produkt z którym można zacząć swoją przygodę z kwasami. Używając go zgodnie z zaleceniami raczej krzywdy sobie nim nie zrobicie. Na mojej buzi może rewolucji nie zrobił ale po jego używaniu moja cera była rozjaśniona, przyjemnie wygładzona i miękka w dotyku. Jako uzupełnienie stosowałam i nadal stosuje maść z tym kwasem, która pojawi się pewnie w kolejnym denku.
Druga to Cupcake. Bardzo przyjemna, nawilżająca maseczka o zapachu czekolady. Uwierzcie mi, ten zapach jest tak obłędny że ma się ochotę od razu zlizać ją z buzi :) polecam.
Zużyłam również kwas azelainowy. Używałam go razem z glukonolaktonem w formie maseczki do twarzy. Jest to produkt z którym można zacząć swoją przygodę z kwasami. Używając go zgodnie z zaleceniami raczej krzywdy sobie nim nie zrobicie. Na mojej buzi może rewolucji nie zrobił ale po jego używaniu moja cera była rozjaśniona, przyjemnie wygładzona i miękka w dotyku. Jako uzupełnienie stosowałam i nadal stosuje maść z tym kwasem, która pojawi się pewnie w kolejnym denku.
Kolejny zużyty produkt to antycellulitowy grejpfrutowy peeling do ciała z Lirene. Przy zakupie tego kosmetyku nie kierowałam się na pewno tym, że jest antycellulitowy :) Już dawno przestałam zwracać uwagę na takie określenia na opakowaniach, tym bardziej nie sugeruje się nimi przy kupnie :) Kupiłam go pod wpływem chwili na lotnisku czekając na lot. Brakowało mi w łazience takiego gotowego peelingu, jak się sprawdził... ot taki zwyklaczek, umył, zdarł co miał zedrzeć, ładnie pachniał i to tyle. Jestem wierna peelingom kawowym, ale raz na jakiś czas chce mi się spróbować czegoś innego, gotowego o innym zapachu jak właśnie kawa :)
Kolejny kosmetyk to serum modelujące do biustu. I znowu krótki komentarz, nie wierze w żadne takiego typu właściwości :) To był zakup poczyniony również z czystej ciekawości niżeli z potrzeby. Bardzo długo go zużywałam i na pewno nie kupię już więcej nic z takiego typu produktów do ciała. Ładnie pachniał, dawał uczucie nawilżonej skóry i to tyle.
Udało mi się wykończyć dwa szampony do włosów. Pierwszy z nich jest z Alterry, który ma nadawać włosom połysk, a drugi... no właśnie, nie mam pojęcia co to za szampon... dostałam go od mojej fryzjerki i wiem o nim tylko tyle że jest to włoska linia profesjonalnych kosmetyków. Jest to szampon odświeżający, nadający przyjemny chwilowy chłód skórze głowy. Dla mnie szampon ma dobrze oczyścić skórę głowy (ale jej nie podrażnić) oraz włosy, niczego więcej od nich nie oczekuje, oba się sprawdziły.
Czas na dwie maski do włosów. Maska z Biovaxu - intensywnie regenerująca do włosów suchych i zniszczonych zupełnie u mnie się nie sprawdziła, włosy były po niej suche, bez życia, takie siano.
Maska bananowa z Kallosa już dużo lepiej radziła sobie z moimi włosami. Były po niej dociążone, nawilżone, lśniące. Czy polecam? Myślę, że warto kupić to małe opakowanie i spróbować. Dodam że moje włosy sięgają pasa, mają średnią porowatość (tak mi się przynajmniej wydaje :D) są bardzo ciemne i nigdy nie były niczym farbowane, poza kilkoma refleksami pod spodem włosów żeby sprawdzić jak moje włosy będą się zachowywać pod wpływem farby.
Maska bananowa z Kallosa już dużo lepiej radziła sobie z moimi włosami. Były po niej dociążone, nawilżone, lśniące. Czy polecam? Myślę, że warto kupić to małe opakowanie i spróbować. Dodam że moje włosy sięgają pasa, mają średnią porowatość (tak mi się przynajmniej wydaje :D) są bardzo ciemne i nigdy nie były niczym farbowane, poza kilkoma refleksami pod spodem włosów żeby sprawdzić jak moje włosy będą się zachowywać pod wpływem farby.
Udało mi się również zdenkować dwa kremy do rąk. Staram się je używać jak najczęściej ale nie zawsze mi się to udaje. Czasami są takie dni, że sięgnę po nie tylko wieczorem przed spaniem. Ten pierwszy został kupiony kilka miesięcy temu w superdrugu. Jest bardzo lekki, szybko się wchłania, nie nadaje się na chłodniejsze dni. U osób które mają suche dłonie się nie sprawdzi. Podobnie jak ten osławiony Eos. Jest to kolejny kolejny krem o lekkiej formule, którego już po kilku minutach nie czujemy, no może tylko jego zapach, to chyba jedyny jego plus. Z tego co wiem inne wersje zapachowe nie różnią się od tej różowej. Cena w ogóle nie jest adekwatna do jakości.
Zużyłam również sól do kąpieli z Isany o zapachu ziół alpejskich. Bardzo przyjemny umilacz kąpieli, ładnie pachnie, jest przyjemna dla skóry, woda zmienia kolor na zielony :) Polecam :)
Woda toaletowa Davidoff Cool Water. Jest to bardzo fajny, świeży, kwiatowy zapach. Na mojej skórze utrzymywał się bardzo długo, na ubraniach jeszcze dłużej. Nie był dla mnie męczący czy duszący. Nie jest to moje pierwsze opakowanie i na pewno nie ostatnie :)
Woda toaletowa Davidoff Cool Water. Jest to bardzo fajny, świeży, kwiatowy zapach. Na mojej skórze utrzymywał się bardzo długo, na ubraniach jeszcze dłużej. Nie był dla mnie męczący czy duszący. Nie jest to moje pierwsze opakowanie i na pewno nie ostatnie :)
Kolejni zdenkowani to korektory marki Catrice - Liquid Camouflage High Coverage w kolorze 010 Porcellain i 020 Light Beige. Dają one średnie krycie, ale są dość trwałe, na mojej skórze utrzymywały się w dobrym stanie do ok 7 godzin. Niestety nie nadają się w okolicę pod oczami. Wysuszają ją i podkreślają zmarszczki. Jednak kupiłam kolejne opakowanie , bo nie mogę znaleźć nic innego, lepszego, co by odpowiadało mojej skórze. Marka wprowadziła trzeci odcień tego produktu - 005 Lihgt Natural.
Ufff, to już chyba wszystko. Trochę się tego nazbierało ale doszłam do wniosku że nie ma sensu tego dzielić na dwa posty. Obiecuję że następne denka będą krótsze, co też pozwoli mi na dokładniejsze opisane zużytych produktów. Myślę też że wraz z kolejnymi takiego typu postami nabiorę więcej wprawy w opisywaniu tych wszystkich kosmetyków ;)
Miałyście coś z tych kosmetyków, lubicie je czy może wręcz przeciwnie? Jestem ciekawa Waszych opinii więc piszcie :)
Miałyście coś z tych kosmetyków, lubicie je czy może wręcz przeciwnie? Jestem ciekawa Waszych opinii więc piszcie :)
Do usłyszenia :)










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz