30 marca 2017

Dwa razy w twarz



Czy byliście kiedyś  w takim momencie życia, że to na co czekaliście nawet kilka lat (jak w moim przypadku) to co mogłoby odmienić całe Wasze życie,  nagle macie to na wyciągnięcie ręki, wystarczy powiedzieć tylko 'tak' a Wy świadomie mówicie 'nie' bo jesteście zaślepieni czymś co i tak nie ma przyszłości? Mam nadzieje że nie bo to straszne uczucie.

Pierwszy policzek był wtedy kiedy dowiedziałam się, że swoje uczucia i marzenia muszę schować gdzieś głęboko do kieszeni, żeby tylko schować... wymazać je z pamięci i już nigdy do nich nie wracać. Drugi,zaraz po tym pierwszym, kiedy dowiedziałam się że to co chciałam stworzyć, zbudować mogę zrobić, wystarczy 'tylko' przetransferować uczucia w inna stronę. 
Nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji i nigdy więcej nie chce w takiej znowu być. 
Żałuje że nie ma  żadnego poradnika z którego mogłabym skorzystać, punkt po punkcie wypełniać kolejne zadania i za 2 tygodnie być znowu sobą, być silna, stabilna, wrócić do swojego życia z przed kilku miesięcy. 

Jednak jak mawiają, nic się nie dzieje bez przyczyny... Pewnie to wszystko musiało być po coś. Tylko po  co?  Żeby cierpieć, żeby nie mieć ochoty na nic, z trudem oddychając i chodząc do pracy? Tym bardziej  boli to, że jest wiosna, że jest ciepło, że jest słońce, wszystko budzi się do życia... A mnie nic z tego nie cieszy... Moje ostatnie z ulubionych powiedzeń gdy brak już słów...ŻYCIE

Na szczęście jestem osobą która pomimo beznadziejnego położenia próbuje znaleźć jakieś dobre strony i zaczynam skupiać się nad tym co mam, co przede mną, co jest dobre. Staram się wyciągnąć wnioski i z trudem ale iść powoli do przodu, żeby nie stać w miejscu czy co gorsza cofać się.  Bo to jest najgorsze co możemy dla siebie zrobić. No i nikt i nic nie jest tego warte tym bardziej jeśli nie roztacza przed Nami sensownej przyszłości. Trzeba to przełknąć, swoje wypłakać i pomimo że nie raz jeszcze będzie ciężko nie wolno się poddawać tylko z tym całym bagażem doświadczeń, wyciągniętymi wnioskami iść dalej, może powoli, może naprawdę małymi kroczkami, ale ciągle iść. 

No i w takich momentach zawsze też  myślę że inni mają gorzej, nie mają nawet tego co ja, więc ja nie mam tak źle. Nie porównuje siebie do nikogo, nie licytuje się z niczyimi problemami bo dla każdego jego problemy, troski czy zmartwienia są najważniejsze, największe. Racjonalnie i zdrowo jednak patrząc na to wszystko to wiem że pewnie sporo osób zamieniłoby się chętnie ze mną na miejsca, bo jestem zdrowa, bo mam dwie zdrowe ręce, którymi mogę wszystko zrobić,  bo mam dwie zdrowe nogi, które poniosą mnie gdzie tylko chcę, bo mam pracę, nie jest to moja wymarzona praca, wręcz przeciwnie, nigdy nie chciałam takiej mieć, ale ją mam a dzięki niej mogę sobie pozwolić na spełnianie moich marzeń czy zachcianek, bo mam zdrowych rodziców i zdrowe rodzeństwo. Co prawda nie mam ich blisko przy sobie ale w każdej chwil mogę do nich zadzwonić czy wsiąść w samolot i do nich lecieć. Bo miałam okazję odwiedzić trochę miejsc i dalej mam taką możliwość. 
Przez to położenie w którym się znalazłam poczyniłam też pewne plany na przyszłość bo od jakiegoś czasu żyłam tak z dnia na dzień, bez żadnych długookresowych planów. 

Taki styl życia na chwilę się sprawdza ale nie dłużej, tym bardziej że w końcu trzeba podjąć decyzje gdzie chce się osiąść na stałe. Postanowiłam też podnieść swoje kwalifikacje w pracy. W najbliższym czasie nie zamierzam z niej rezygnować więc w taki sposób coś zmienię. Mogłam zrobić to już dawno, ale nie wierzyłam w siebie, bałam się, czekałam na idealny moment (który nigdy nie nadejdzie). Teraz też mam duże obawy czy pomyślnie przejdę ten kurs, czy później sobie poradzę. Ale chcę tego bardziej niż wcześniej, jestem bardziej zdeterminowana, pełna nadziei i optymizmu, że to się uda, Też nie chcę żeby to strach kierował moim życiem, już nie.  
Czas na pokonywanie własnych lęków i słabości. 
Tym zdaniem kończę tego posta. Musiałam sobie przypomnieć za co jestem wdzięczna życiu, jak się ze mną obchodzi, pomimo tych policzków które czasem od niego dostaje.